Ekran rodem z gwiezdnych wojen – Polacy stworzyli ekran LDS

Ekran rodem z gwiezdnych wojen – Polacy stworzyli ekran LDS
28 Jun 2013

W pamiętnej scenie z “Gwiezdnych Wojen” robot R2D2 wyświetla hologram, na którym zdesperowana księżniczka Leia błaga o pomoc ostatniego z rycerzy jedi – Obi Wana. – Nasza technologia pozwala stworzyć właśnie taki hologram – mówi Daniel Skutela, właściciel nazwanej od imienia księżniczki warszawskiej firmy Leia Display System.

– Do stworzenia hologramu potrzebna jest powierzchnia, na której obraz zostanie wyświetlony. Najczęściej jest to warstwa dymu – tłumaczy Skutela. – Każdy jednak wie, że dym z papierosa kłębi się, reagując na ruchy powietrza w pomieszczeniu, i łatwo wpada w turbulencje. – Wyświetlany na nim obraz jest przez to zniekształcony, natomiast sam dym – widoczny dla oka. Rozwiązaliśmy ten problem – opowiada konstruktor ekranu.

z14187474Q

Obraz wyświetlany jest na niezwykle cienkiej i niemal niewidocznej warstwie pary wodnej. – W naszym rozwiązaniu para jednak nie wpada w turbulencje, tworzy niemal idealnie płaską powierzchnię – mówi Skutela. – Osiągnęliśmy to, wykorzystując powietrzne kurtyny. Na przedzie i z tyłu warstwy pary utrzymywane są strumienie powietrza, które poruszają się dokładnie w tym samym kierunku i z tą samą prędkością co para. Prędkość jest bardzo mała, dlatego cały ruch jest prawie niesłyszalny i niewyczuwalny. Wystarczy jednak, by obraz był wyraźny, tak jakbyśmy wyświetlali go na klasycznym ekranie – przekonuje Skutela. Urządzenia nie można stosować na zewnątrz, sprawdza się ono w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie nie ma silnych przeciągów.

Na samym hologramie polski wynalazek się nie kończy. – Widz może tego obrazu dotknąć, wchodząc z nim w interakcję. Urządzenie reaguje na gesty, nasze położenie, pozwala też samemu wejść w projekcję – mówi szef firmy. Leia Display wykorzystała w tym celu rozwiązania znane z oferowanego przez Microsoft systemu Kinect.

– Kinect reaguje na ruch. Użytkownika śledzą kamery, przekazując obraz do systemu, gdzie jest interpretowany. Potrafi dokładnie powiedzieć, w którym kierunku wykonaliśmy ruch ręką i jaka jest głębokość tego ruchu. Ekran LDS ma zbliżone możliwości – opowiada Skutela.

W planach firma ma rozwijanie swojego pomysłu. – Ciekawy rezultat osiąga się, wpuszczając w obraz tancerza. Pracujemy nad efektem, w którym ekran będzie aktywnie wykorzystywał poruszane przez niego powietrze. Do tej pory osiągnęliśmy już pewną precyzję. Kiedy w warstwie pary znajdzie się człowiek, można wywołać wrażenie, jakby wyrosły mu skrzydła lub zapaliła mu się głowa – twierdzi Skutela.

Obecnie ekran LDS można dostać wyłącznie na zamówienie. Można go też wypożyczyć. – Powstały dwa egzemplarze. Jeden o rozmiarach 65 na 65 centymetrów, a drugi, wersja XL, ma 2,5 na 3 metry. Przygotowanie do masowej produkcji zajmie trochę czasu i będzie kosztowne. Jest jednak możliwe. Jesteśmy teraz na etapie szukania inwestorów – mówi konstruktor.

 

Źródło: Gazeta wyborcza